Mit magiczności „pierwszych razów” jest coraz mocniej gloryfikowany. Najbardziej widoczny w przeróżnych komediach romantycznych, potrafi spędzać sen z powiek każdemu. Nie chodzi tu już tylko i wyłącznie o seks, ale również o inne sfery życia.

Pierwsze spotkanie – musi być idealne, tak jak z filmu. Pierwsza praca – musi dawać spełnienie, uczyć i rozwijać.

Pierwszy pocałunek – najlepiej w deszczu o zachodzie słońca, ale tylko latem, bo jesienią nie jest romantycznie.

Tak zapętleni i skupieni na wybranym punkcie, zaczynamy ustawiać swoje życie na nierealnych torach. Przestajemy mieć jakikolwiek kontakt z rzeczywistością. Pojawia się pokusa fantazji i poszukiwania „idealności i perfekcji” niemal w każdym elemencie swojego życia. Stawia nas to w niewygodnej sytuacji, a nasz mózg nie dopuszcza do siebie widma jakiejkolwiek porażki.

Niesie to za sobą ogromne cierpienie, smutek, rozgoryczenie i żal do świata, że nie wszystko poszło tak, jak sobie to wymarzyliśmy. Często można zauważyć to wśród Panien Młodych, które skrupulatnie przygotowują swoje wesele przez dwa, trzy lata, a gdy przychodzi ten wyjątkowy dla nich dzień, nie potrafią się nim cieszyć, bo poziom ich frustracji i potrzeba dopilnowania wszystkiego przysłania im zwykłą radość.

Zobacz: 4 filary udanego związku. To musisz wiedzieć o swoim partnerze!

Pierwszy raz może, ale nie musi być magiczny. Niekiedy będzie bardzo niezdarny, niepewny, innym razem okażę się totalną klapą. Oczywiście, pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, ale czy warto swoje życie podporządkowywać dla tej chwili? Luz i dystans na pewno zdecydowanie ułatwią nam wejście w nową sytuację, warto więc kierować się tym wyznacznikiem.